niedziela, 27 lipca 2014

Dzień Drugi

             „Nie ma zbyt wiele czasu by być szczęśliwym. Dni przemijają, życie krótkie jest.
              W księdze przyszłości zapisujemy marzenia, lecz coś przekreśla je” ~Ola Bochenek
                                                                        
Dzień Drugi, 2167 godzin.
                           ___________________________________________________
Dzisiaj odwiedziła mnie siostra. To spotkanie było totalną klapą.
.
Leżałam na łóżku i myślałam o wczorajszym dniu. Byłam i nadal jestem szczęśliwa, że odwiedził mnie sam Justin Bieber… nie mogę w to uwierzyć. Rozmawiał ze mną, uśmiechał się do mnie. Ja, ja go dotknęłam. Ale potem przyszła moja mama i wszystko zepsuła. Oni chyba naprawdę wyjechali. Zostawili mnie samą. Mam umrzeć w samotności? Nie dziękuje. Jakieś inne oferty?
Nagle do sali wpadła moja siostra Carly… nie lubiłyśmy się, rzadko kiedy rozmawiałyśmy.
-Po co tu przylazłaś?- burknęłam i wysmarkałam nos w chusteczkę.
-Rodzice wyjechali i teraz ja muszę tu przychodzić. Nie chce tego tak samo tak Ty- powiedziała i weszła w głąb pomieszczenia.
-Co tam masz?- pokazałam na torbę, którą dziewczyna trzymała w ręce.
-Jedzenie-powiedziała i rzuciła torbą w moją stronę.
-Nie chce- odpowiedziałam niechętnie- Nie chce niczego od Ciebie.
Wzruszyła ramionami i usiadła na krześle obok łóżka.
-Najwyżej będziesz głodować i szybciej...- w połowie zdania przerwała i spuściła wzrok.
Ja doskonale wiem, co wtedy chciała powiedzieć.. „Najwyżej będziesz głodować i szybciej umrzesz” może to miało być inaczej, ale ja to tak odebrałam.. cóż mam wyjątkową i kochającą mnie rodzinę. Czujecie ten sarkazm?
Odwróciłam się plecami do dziewczyny i zamknęłam oczy.
-To ja już pójdę- powiedziała i usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi.
.
Tak to mniej więcej wyglądało. Ale są też plusy… chociaż ktoś mnie odwiedził.
Westchnęłam i sięgnęłam po książkę. „Tak wygląda szczęście” kupiłam ją sobie tydzień temu i cały czas się z nią męczę. Jest nawet spoko, ale czytałam lepsze. Zaczęłam czytać kolejny rozdział, gdy nagle mi przerwano. Do sali weszła pielęgniarka.
-Cześć Ellie. Jedziemy na badania, wskakuj na wózek- wskazała ręką na przedmiot.
Westchnęłam i odłożyłam książkę. Założyłam kapcie i usiadłam w wózku.
-Co tym razem?- wymamrotałam podczas „jazdy”
-Och, to tylko pobieranie krwi- posłała mi uśmiech i wjechaliśmy do laboratorium.
..
*Justin's POV*
Wykręciłem numer i przystawiłem komórkę do ucha.
Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Trzeci sy…
-Halo?- usłyszałem po drugiej stronie
-Ellie, to ja Justin.
-Z tej strony pielęgniarka. Ellie jest na badaniach, zadzwoń za 10 minut- powiedziała i rozłączyła się.
Wywróciłem oczami i odłożyłem urządzenie na stół.
Położyłem się na kanapie i zdaję się, że odpłynąłem.
..
Chwile później obudził mnie dzwonek mojej komórki. Poderwałem się i spojrzałem na wyświetlacz.
EllieJ
Odchrząknąłem i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Hej- usłyszałem po drugiej stronie- nie wiem czemu do mnie dzwonisz.. przecież  jestem zwykłą dziewczyną- zaśmiała się i kontynuowała dalej- Więc słucham. Potrzebujesz czegoś konkretnego? Nie wiesz jak poderwać dziewczynę, czy może…
-Daj spokój- przerwałem jej- mamy coś do dokończenia.
-Ojeju, rzeczywiście. Przepraszam- uśmiechnąłem się pod nosem.
-Hmm, masz dzisiaj czas?- zapytałem.
-Dla Ciebie? Zawsze- poczułem gorąco na policzkach. Ta dziewczyna sprawiała, że się rumienie!
-To możesz, spotkamy się w jakiejś kawiarni za pół godziny? Wyślę Ci adres SMS’em.- po drugiej stornie zabrzmiała cisza.
-Justin.. nie mogę wychodzić ze szpitala- powiedziała po dłuższej chwili.
Boże jaki ja jestem głupi. Uderzyłem się otwartą dłonią w czoło a następnie popukałem w to samo miejsce.
-Przepraszam zapomniałem- szepnąłem.
-Nic się nie stało- wydaje mi się, że jej głos jest jakiś inny. Smutny.
-Um. Więc, Ellie…
-Ellie?- odwróciłem się i zobaczyłem Selenę- jaka Ellie?
Szybko się rozłączyłem i głośno wypuściłem powietrze z ust.

Proszę wszystkich o skomentowanie :)

Dzień Pierwszy


„Życie w Twoich rękach jest, więc nie bój się, bo możesz mieć co chcesz. Powitaj ten dzień, obejmij go,   przyjmij ochoczo co niesie ze sobą… Wiarę w kolejny dzień” ~Ola Bochenek
Dzień Pierwszy, 2191 godzin.
                                       ____________________________________________
Leżę w szpitalnej sali i wsłuchuje się w słowa piosenki „Be Alright” tak dokładnie.. sam Justin Bieber postanowił zorganizować mały koncert dla dzieci z Onkologii. Mam raka. Ale o tym  pogadamy innym razem.
Gdy wszystkie dzieciaki widziały go, stały koło niego ja leżałam w łóżku pogrążona w myślach.
Dlaczego nie mogę tam być? Och, to nic takiego.. godzinę przed jego przyjazdem miałam robioną chemioterapię i niestety nie mogłam pójść.
Wyobrażałam sobie jak zauważa mnie w tym małym tłumie i woła na scenę. Uśmiechnęłam się do siebie. Gdy Bieber zaczyna drugą zwrotkę, lekko przymrużam oczy i wsłuchuje się w tekst.
                                                    
„All along in my room
                                     Waiting for your phone call to come soon
                                       For you, oh, I would walk a thousand
                                          To be in yours arms holding my heart
                                                      Oh I, oh I, I love you
                                         And everything’s gonna be alright
                                                              Be alright” *
-Ellie, przyszedłem zobaczyć jak się czujesz- z błogiego stanu wyrwał mnie głos lekarza.
Spojrzałam na niego i posłałam mu niezadowolony grymas.
-Doktorze Lee, mogłabym pójść chociaż na chwilkę?- zapytałam wstając z łóżka i podchodząc do lustra aby przyjrzeć się swojej twarzy. Byłam ładna, bardzo ładna.
Wzięłam szczotkę i delikatnie przejechałam po swoich włosach. Kolejny raz z mojej głowy odszedł pukiel włosów. Przełknęłam głośno ślinę i wyrzuciłam włosy do śmietnika.
-Mówiłem Ci, obetniemy je. To nie będzie dla Ciebie aż taki szok- staruszek posłał mi uśmiech- zmykaj może jeszcze zdążysz na ostatnią piosenkę.
-Dziękuje- szepnęłam przechodząc koło niego. Chwile później pędziłam już korytarzem w stronę głównego holu. Nagle gwałtownie się zatrzymałam. Do moich uszu dobiegł głos Biebera.
-Dziękuję za dzisiaj dzieciaki, trzymajcie się- zacisnęłam pięści i odwróciłam się na pięcie.
Wróciłam do sali. Położyłam się do łóżka i już po chwili spałam.

Obudził mnie hałas przesuwanego krzesła. Przeklęłam w myślach osobę, która śmiała zakłócić mój sen i otworzyłam oczy. Zamrugałam parę razy i nie uwierzycie, ale przed mną siedział Justin.
Moje oczy rozszerzyły się a usta wygięły w uśmiechu. Odwzajemnił go.
Powoli wyciągnęłam rękę spod pościeli i dźgnęłam chłopaka w ramię. Był prawdziwy.
Zaskoczony moim ruchem brunet jęknął i potarł ramię. Zachichotałam.
-Jestem Justin- powiedział pochylając się w moją stronę.
-Wiem- powiedziałam szczerząc się jak głupol- z bliska wyglądasz lepiej.
Bieber oblał się rumieńcem. Może powtórzę jeszcze raz… Panie i Panowie Justin Pan Sławny Bieber oblał się rumieńcem. Nie mogąc w to uwierzyć, rzuciłam się na poduszki i zaczęłam patrzeć w sufit zupełnie zapominając o jego obecności.
-Hej!- szturchnął mnie w ramię- powiesz jak masz na imię?
-Ouu, pewnie- odwróciłam głowę w jego stronę- Mam na imię Ellie.
-Ellie- powiedział pod nosem- oh. Tak, tak piękne imię.
Podziękowałam skinięciem głowy.
-Powiedz, dlaczego mnie nie lubisz?- zapytał „prosto z mostu”
Zaskoczona usiadłam.
-Jak to Cię nie lubię?- spojrzałam w jego oczy- uwielbiam Twoją muzykę, Twój tekst… sprawiasz, że każda dziewczyna, kobieta może poczuć się wyjątkowa.
Roześmiał się i spuścił wzrok.
- Więc czemu nie było Cię na koncercie?
-Miałam…- zaczęłam swoją wypowiedz, lecz mi przerwano.
Do sali wszedł wysoki i potężny mężczyzna. Zorientowałam się, że to ochroniarz Justina.
-Zbieramy się- głośno powiedział i wyszedł. Justin wywrócił oczami.
-Przekładamy tą rozmowę na później- powiedział wstając i zabierając kurtkę- do zobaczenia Ellie- wyszedł.
Gdy tylko zamknęły się drzwi, roześmiałam się jak głupia. Śmiałam się jak psychopata… głośno i szalenie. To był najlepszy dzień w moim życiu i nic ani nikt nie może go popsuć.
Nagle ktoś wtargnął do sali.
-Mamo?- zdziwiłam się na jej widok- co Ty tu robisz?
-Przyszłam się z Tobą pożegnać…-urwała- wyjeżdżamy.
-Dlaczego?- pośpiesznie wstałam- nie możecie mnie teraz zostawić- krzyknęłam i poczułam gorąco na szyi.
-Przykro mi- uściskała mnie i wyszła zostawiając mnie samą, abym wypłakała się na śmierć.

*Słowa piosenki Justina Biebera „Be alright”
Proszę wszystkich o skomentowanie :)

sobota, 26 lipca 2014

Prolog

Znaleźliście się tutaj, ponieważ chciałabym wam opowiedzieć moją historię.
Nie jest ona typu: „Zdradził mnie chłopak, zacznę się ciąć” czy też „Jestem biedna, poznam popularny zespół i zostanę dziewczyną jednego członka zespołu”. Nie mam na celu obrazić tu nikogo, którzy piszą podobne fanfiction.
Natomiast moja historia nie stanie się popularna, ponieważ mam na imię Ellie i nie ma mnie już na tym świecie. Zmarłam na białaczkę rok temu.
Na początku myślałam, że umrę w samotności.
Moi rodzice nie chcieli mnie odwiedzać. Nie chcieli widzieć jak ich córka z każdym dniem staje się coraz słabsza, cóż rozumiałam ich.
Przyjaciele się ode mnie odwrócili. Zrobiłam coś niewybaczalnego.
Gniłam sama w szpitalnej sali i czekałam na śmierć. Aż w końcu szczęście się do mnie uśmiechnęło i spotkałam go.
Justin Bieber… wiele osób go nienawidzi, w przeciwności do mnie.
Mogę się założyć, że gdy zobaczycie, że to opowiadanie jest właśnie o  nim od razu wyłączycie kartę z adresem bloga. Nie róbcie tego, dajcie mu szanse. Ja też mu ją dałam.
Okej zaczynamy.. Wszystko zaczęło się 14.03.2010 roku, kiedy…
      Zapraszam do zakładki "Informowani" i liczę na szczerą opinię :)