Kochani:) Witam po długiej przerwie...
Niestety moja przygoda z bloggerem i blogspotem się zakończyła, ale postanowiłam publikować i kontynuować '2191' na wattpadzie. Wszystkich zainteresowany proszę o wchodzę tu:
http://www.wattpad.com/story/25354863-2191-j-b
Serdecznie zapraszam:)
http://www.wattpad.com/story/25354863-2191-j-b
http://www.wattpad.com/story/25354863-2191-j-b
http://www.wattpad.com/story/25354863-2191-j-b
poniedziałek, 27 października 2014
piątek, 12 września 2014
Dzień Siódmy
„Chciałabym
Ci podziękować za wszystko, za to, że prawdopodobnie nie świadomie pomalujesz
moje życie na jasne barwy” ~Ola Bochenek
Dzień Siódmy, 2023 godzin.
_______________________________
Moje serce podskoczyło do gardła. Jason właśnie.. och!
Siedzę na łóżku z laptopem na kolanach. Czytam „Red”. Świetne fanfiction.
W tle przygrywa mi piosenka Michaela Jacksona. To mój idol, odkąd pamiętam.
A wracając do fanfiction, mogę wam podać adres je…
Ktoś zapukał do drzwi.
Spojrzałam w ich stronę i ujrzałam Selenę.
~Hmm, będzie ciekawie- pomyślałam i niechętnie zamknęłam klapę laptopa.
-Hej Ellie- powiedziała i pośpiesznie pokonała dzielącą nas odległość. Pocałowała mnie w policzek i usiadła na krześle.
Niezręcznie.
-Znowu coś nie tak z Justinem?- zapytałam siadając po turecku nakrywając na siebie kołdrę.
-Nie!- zdziwiła się- przyszłam ponieważ trzeba pielęgnować naszą przyjaźń- posłała mi uśmiech.
To my się przyjaźnimy? Hmm, to super! Zawsze o tym marzyłam… taki żarcik.
-Ano tak! Zupełnie o tym zapomniałam. Wybacz- zagryzłam wargę i wbiłam wzrok w okno naprzeciwko łóżka.
-Może opowiem Ci trochę o sobie?- podekscytowana Selena złapała moją dłoń.
-Tak, tak z chęcią- posłałam jej delikatny uśmiech i ścisnęłam jej dłoń.
-No to może zacznijmy od moich narodzin co?- zaczęła opowiadać.
Życzcie mi powodzenia.
..
-I właśnie tak poznałam Justina- oznajmiła nadal rozmarzony głosem- to chyba koniec.
Westchnęłam. Ta dziewczyna opowiedziała mi całe swoje życie! Koszmar.
-To było romantyczne- zasugerowałam a w duchu przewróciłam oczami.
Wpadli na siebie w hotelu. Ojejku miłość od pierwszego wejrzenia. Fuu.
-No wiem! Ale może teraz pogadajmy o Tobie- poprawiła się na krześle z gracją i znów siedziała prosto.
-Chcesz wiedzieć coś konkretnego?- wyprostowałam nogi i odkryłam się. Wstałam z łóżka i zaczęłam machać rękami. Ścierpły mi już od tego bezruchu.
-Boisz się śmierci?- zamarłam.
-Co?-wybąkałam.
-Boisz się śmierci?- powtórzyła Selena- no wiesz- założyła nogę na nogę- masz raka. Możesz umrzeć.
Mogę umrzeć. Mogę umrzeć. Mogę U.M.R.Z.E.Ć!
Czy ona musiała mi o tym przypomnieć? Musiała przypomnieć, że umrę?
Nie myślałam o tym i wszystko było okej, ale teraz?
Ostrożnie podeszłam do łóżka i rzuciłam się na nie. Ułożyłam głowę na poduszce i skuliłam się przyciągając nogi do brzucha. Wpatrywałam się w laptopa nie dając znaku życia. Poczułam na policzkach mokro. Kurczę! Chyba płaczę. Tylko nie to… jęknęłam w duchu.
-Ellie?- zapytała Selena dotykając mojego ramienia. Wzdrygnęłam się- wszystko w porządku?
Pokręciłam przecząco głową i hmm. Dostałam ataku paniki. Nie umiałam kontrolować moich łez.
-Nie ruszaj się! Zadzwonię po Justina- rozkazała i wyszła.
Taak. Ciekawe gdzie miałabym pójść.
..
Selena wróciła kilka minut później.
-Dzwoniłam do Justina. Zaraz tu będzie.
Posłałam jej pytające spojrzenie
-Ellie nie wiem co się dzieje, więc po niego zadzwoniłam- wzruszyła ramionami.
Przewróciłam oczami i wyprostowałam się. Poprawiłam poduszkę i wysmarkałam nos. Z powrotem położyłam się i nie zwracałam na nic uwagi. Pogrążyłam się we śnie.
„Byłam na łące. Wszędzie kwiaty. Podeszłam do fioletowych i je powąchałam. Nagle ze wszystkich kwiatków zaczęły wylatywać osy. Pełno os, które zaczęły mnie żądlić. Odganiałam je, ale to nic nie dało. Nagle zapanowała ciemność.
SPOSÓB I- moim oczom ukazał się napis z os, a potem przeniosłam się gdzieś indziej.
Leżałam w wannie zupełnie naga. Moje oczy same się zamykały. Walczyłam ze wszystkich sił, aby ich nie zamknąć. Na marne. Utopiłam się.
SPOSÓB II- napis z wody.
Tym razem zobaczyłam jak leżę w szpitalu na łóżku. W mojej sali. Nie miałam włosów… byłam łysa, miałam wory pod oczami i wyschnięte usta! Och, jednak mi się nie udało.
-Nie poddawaj się kochanie. Dasz radę. Nie zostawiaj mnie- spojrzałam na Justina, który siedział przy mnie i całował moją dłoń. Jego obraz zaczął mi się rozmazywać.
Wyłonił się czerwony napis: SPOSÓB III- zaliczony ✔”
Obudziła mnie czyjaś głośna rozmowa. Otworzyłam oczy nadal oszołomiona moim snem. Zobaczyłam Justina kłócącego się z Seleną.
-…dlaczego nie wezwałaś lekarza? Zaraz po niego idę!- krzyknął wymachując rękami.
-Nie idź- szepnęłam, ale i tak usłyszał. Kochany.
Odwrócił głowę w moją stronę i jego twarz chyba złagodniała.
-Boże Ell- powiedział podchodząc do mnie. Ell? Hmm, podoba mi się- co się stało? Wystraszyłaś mnie.
-Przepraszam-powiedziałam i schowałam twarz w dłoniach. Znowu zaczęłam płakałać.
-Ellie? Skarbie co się dzieje?- (Skarbie? Zaraz się rozpłynę) zaniepokojony Justin oderwał moje dłonie od zapłakanej twarzy. Otarł moje łzy i pogładził prawy policzek. Spojrzał prosto w moje oczy- co się dzieje?
Otworzyłam buzie, ale z powrotem ją zamknęłam.
Selena odchrząknęła- to ja już pójdę. Trzymaj się Ellie. Odwiedzę Cię kiedy indziej- wzięła swoje torby- do zobaczenia w domu Justin- i wyszła.
Ponownie na siebie spojrzeliśmy. Justin posłał mi zaniepokojony, ale zarazem słodki uśmiech.
Jest piękny… westchnęłam a Jus bez słowa położył się obok mnie. Lekko się przesunęłam, ale i tak przyciągnął mnie do siebie. Leżałam w jego ramionach opierając się głową o jego klatkę piersiową. Wdychałam jego przyjemny zapach.
-Justin… mogę na Ciebie mówić Jus?- wypaplałam bez pomyślenia.
-Pewnie- odpowiedział i niespodziewanie zawisł nade mną. Popatrzył w moje oczy- Wszystko- buziak- będzie- buziak- dobrze- buziak- obiecuję- buziak- Ci- buziak- to- buziak.
Gdy w końcu wycałował całą moją twarz (oprócz ust) patrzeliśmy na siebie w ciszy, posyłając sobie nieśmiałe uśmiechy.
Położyłam swoją dłoń na karku Justina przyciągając jego twarz do swojej. Potarłam swoim nosem o jego nos a następnie go cmoknęłam. A teraz możecie mi wierzyć, lub nie, ale na policzkach Justina pojawiły się rumieńce. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu i przytuliłam chłopaka, który z wielką siłą oddał uścisk.
* Nazwa ff o Justinie wymyślona przeze mnie, na cele opowiadania.
Chce ktoś dedyk?
Proszę wszystkich o skomentowanie :)
niedziela, 7 września 2014
Wspomnienie
Dla Oliwii, dzięki za komentarze :)
-Ellie możesz zejść na chwilę na dół?- moja mama krzyknęła do mnie z kuchni.
-Już idę- odkrzyknęłam i niechętnie odstawiłam książkę.
Związałam włosy w kitkę i zeszłam na dół. Przy stole w kuchni siedzieli wszyscy. Mama, tato, Carly i doktor Lee. Zaraz… doktor Lee?
-Dzień Dobry- przywitałam się zaskoczona i usiadłam naprzeciwko mamy.
-Kochanie- zaczęła łapiąc mnie za rękę- pamiętasz jak niedawno robiliśmy badania? Doktor Lee przyniósł dziś wyniki.
Carly złapała ze mną kontakt wzrokowy i teatralnie przewróciła oczami.
Cichutko zachichotałam i spojrzałam wyczekująco na mężczyznę.
Doktor odchrząknął i splótł swoje palce razem, kładąc dłonie na stole- mam trzy dobre wiadomości i jedną złą.
-Niech zacznie Pan od tej złej- rzucił mój tato starannie odkładając gazetę na stół.
Jest taki poukładany. Uśmiechnęłam się do niego.
-Przykro mi to mówić, ale Państwa córka ma raka. Białaczkę.
Co? Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie!
Moja mama jęknęła i wy plotła dłoń z naszego uścisku.
-Która?- zapytała.
-Ellie.
..
Moje życie straciło sens. Mam raka. Najpotworniejszego ze wszystkich możliwych… moim zdaniem. Jest 50% szans, że mogę przeżyć. To straszne.
Siedzę w szpitalu, a dokładniej w poczekalni. Koło mnie siedzi zapłakana mama a obok mamy siedzi zapłakany tato. Nie chcę takiego życia.
-Państwo Scott? Proszę za mną. Ellie pojedzie teraz na swoją pierwszą chemioterapię. Potem damy jej osobą salę i zobaczymy co dalej. Zapraszam.
Wszyscy trzej wstaliśmy i podążyliśmy za pielęgniarką.
To będzie długi dzień.
Czy chce ktoś dedyk?
Proszę wszystkich o skomentowanie :)
-Ellie możesz zejść na chwilę na dół?- moja mama krzyknęła do mnie z kuchni.
-Już idę- odkrzyknęłam i niechętnie odstawiłam książkę.
Związałam włosy w kitkę i zeszłam na dół. Przy stole w kuchni siedzieli wszyscy. Mama, tato, Carly i doktor Lee. Zaraz… doktor Lee?
-Dzień Dobry- przywitałam się zaskoczona i usiadłam naprzeciwko mamy.
-Kochanie- zaczęła łapiąc mnie za rękę- pamiętasz jak niedawno robiliśmy badania? Doktor Lee przyniósł dziś wyniki.
Carly złapała ze mną kontakt wzrokowy i teatralnie przewróciła oczami.
Cichutko zachichotałam i spojrzałam wyczekująco na mężczyznę.
Doktor odchrząknął i splótł swoje palce razem, kładąc dłonie na stole- mam trzy dobre wiadomości i jedną złą.
-Niech zacznie Pan od tej złej- rzucił mój tato starannie odkładając gazetę na stół.
Jest taki poukładany. Uśmiechnęłam się do niego.
-Przykro mi to mówić, ale Państwa córka ma raka. Białaczkę.
Co? Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie!
Moja mama jęknęła i wy plotła dłoń z naszego uścisku.
-Która?- zapytała.
-Ellie.
..
Moje życie straciło sens. Mam raka. Najpotworniejszego ze wszystkich możliwych… moim zdaniem. Jest 50% szans, że mogę przeżyć. To straszne.
Siedzę w szpitalu, a dokładniej w poczekalni. Koło mnie siedzi zapłakana mama a obok mamy siedzi zapłakany tato. Nie chcę takiego życia.
-Państwo Scott? Proszę za mną. Ellie pojedzie teraz na swoją pierwszą chemioterapię. Potem damy jej osobą salę i zobaczymy co dalej. Zapraszam.
Wszyscy trzej wstaliśmy i podążyliśmy za pielęgniarką.
To będzie długi dzień.
Czy chce ktoś dedyk?
Proszę wszystkich o skomentowanie :)
czwartek, 28 sierpnia 2014
Dzień Szósty
„Wierzę,
że nadejdzie kiedyś czas, czas którego nigdy nie zapomnę do końca swoich dni,
czas kiedy spełnią się moje marzenia. Na razie pozostaje mi tylko czekać i śnić…”
~Ola Bochenek
***Dzień Szósty, 2071 godzin.
Dla Olci za jej teksty, które znajdują się zawsze na początku każdego rozdziału.
_____________________________________
*Justin’s POV*
Zapukałem w drzwi i wszedłem gdy usłyszałem głośne „proszę”.
Za biurkiem zobaczyłem doktora Lee. Spotkaliśmy się w dniu koncertu.
-Panie Bieber- wstał z zaskoczeniem na twarzy- co pana do mnie sprowadza?
-Gdzie Ellie?- naskoczyłem na niego- czy wszystko z nią w porządku?
-Ach, no tak- uśmiechnął się pod nosem- proszę usiądź wszystko Ci wyjaśnię- powiedział siadając.
Wykonałem jego polecenie i czekałem.
Boże koleś pośpiesz się. Nerwy mnie zjadają!
-Ellie niedawno straciła przytomność jest bardzo słaba dlatego wykonujemy jej teraz podstawowe badania- posłał mi uśmiech- już wszystko z nią dobrze.
Kamień spadł z mojego serca. Nic jej nie jest. Odetchnąłem w duchu.
-Mogę ją zobaczyć?- mina doktora zrzedła.
-Justin- przerwał- mogę mówić do Ciebie po imieniu, prawda?- pokiwałem twierdząco głową a mężczyzna kontynuował- Umówmy się tak. Przyjdź jutro z samego rana. Ellie już będzie na Ciebie czekać, okej?
Zawiedziony spuściłem głowę.
-Tak jasne- wymamrotałem. Wstałem i skierowałem się w stronę drzwi.
-Do jutra Panie Bieber
Wyszedłem.
------------------------
*następnego dnia*
2047 godzin.
-Nie ma go- znów zamęczam Sam, gdy ta plotła mi warkocz.
-Jeszcze przyjdzie. Nie martw się- posłała mi uśmiech- gotowe- podeszła do szafki i odłożyła szczotkę do włosów.
-Dziękuje- powiedziałam i zarzuciłam warkocz na prawą stronę- jest śliczny.-Wpadnę do Ciebie później- rzuciła i właśnie miała wyjść, lecz niestety na kogoś wpadła- Och, przepraszam.
-Nie! To ja przepraszam- powiedział nieznajomy.
-Zostawię was samych- Sam odwróciła głowę w moją stronę i puściła mi oczko. Zostawi nas samych?
Gdy w końcu wyszła moim oczom ukazał się Justin! Przyszedł! Doktor Lee nie kłamał.
Wyszczerzyłam się jak głupia i czekałam aż chłopak wejdzie w głąb sali.
Gdy w końcu to zrobił zauważyłam, że trzyma w ręce czekoladki.
Och, ja kocham czekoladki.
-Kocham czekoladki- wypaliłam gdy usiadł. Zaśmiał się na moje słowa.
Hmm, te czekoladki chyba nie są dla mnie.
-Myślałam, że są dla mnie- szepnęłam i spuściła wzrok.
-Bo są dla Ciebie- przestał się śmiać- pro…proszę- podał mi pudełeczko.
Gdy po nie sięgnęłam Justin złapał moją dłoń i przyłożył do swoich ust. Następnie cmoknął ją i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu przyłożył sobie do serca.
Spoważniał- Nawet nie wiesz jak się wystraszyłem, gdy zobaczyłem Twoje puste łóżko.
Ojej! Czy Justin Bieber właśnie powiedział, że się wystraszył gdy zobaczył moje puste łóżko?!
Uszczypnijcie mnie, bo nie wierzę.
-Och… ja- zaczęłam, ale chłopak mi przerwał.
-Naprawdę- spojrzał w moje oczy- myślałem… myślałem, że nie żyjesz- przełknął głośno ślinę.
Boże! Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza! NIE WIERZĘ!
Szybko ją starłam. Delikatnie pogładziłam jego policzek.
-Nie rozpłacz mi się tu czasem- pogroziłam mu palcem na co parsknął śmiechem- jestem cała zdrowa. A tak ogólnie to, to było słodkie – uśmiechnęłam się do niego- no i dzięki za czekoladki.
-Nie masz za co dziękować Ellie- potarł swoje oczy- co się stało, że straciłaś przytomność?
-Och, to przez mojego byłego. Max’sa.
-Co się stało?- po raz kolejny tego dnia złapał mnie za rękę. Nie żeby coś. Mi to tam odpowiada.
-To nic takiego. Zrobił mi awanturę i nie wytrzymałam nadmiaru spraw- zaśmiałam się- co tam u Ciebie? Chciałeś czegoś ode mnie? Bo wczoraj przyszedłeś i..- przerwał mi. Bezczelny.
-To już nie mogę Cię odwiedzić?
-Jasne, że możesz głuptasie- przewróciłam oczami- dalej opowiadaj.
-Nooo więccc- przeciągał- pojadę w kolejną trasę koncertową!
NIE! Tylko nie to! Dopiero co się poznaliśmy a on już będzie wyjeżdżał?
-To świetnie. Wspaniała wiadomość!- wstałam z łóżka i przytuliłam chłopaka- na pewno bardzo się cieszysz- szepnęłam mu do ucha.
-Ellie!- usłyszeliśmy głos lekarza i gwałtownie się od siebie odsunęliśmy- przecież wiesz, że na razie nie wolno Ci wychodzić z łóżka.
-Tak, tak wiem. Przepraszam- powiedziałam siadając z powrotem na łóżku.
-Panie Bieber widzę, że pan przyszedł.
-Doktorze Lee- podali sobie ręce.
-Coś nie tak?- zapytałam doktora gdy ten sadowił się na krześle obok Justina.
-Nie, po prostu zrobimy jeszcze kilka badań bo nie jestem pewny swojej diagnozy- wstał- zaraz ktoś po Ciebie przyjdzie. A Ty Justin możesz iść do domu- wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Westchnęłam.
-Szkoda, że już musisz iść- posłałam mu smutny uśmiech.
-Chciałem Cię jeszcze o coś zapytać- przysunął swoje krzesło bliżej- zostaniesz moja przyjaciółką?
Właśnie umarłam.
Czy ktoś chce dedyk? :)
Proszę wszystkich o skomentowanie :)
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Dzień Piąty
„Osoba z którą możesz przegadać całą noc. Wie o Tobie
najwięcej, pomoże na drodze krętej. Niekiedy rozumie Cię bez słów. Potrafi Ci
wybaczyć, gdy popełnisz błąd. Lecz kiedyś może nadejść taki moment, kiedy
będzie daleko, kiedy odejdzie” ~Ola Bochenek
Dzień Piąty, 2095 godzin.
Dla Pauliny która zawsze umie mnie pocieszyć i mi doradzić. Cieszę się, że Cię poznałam
_______________________________________
*Justin’s POV*
Leżałem na kanapie i wpatrywałem się w telewizor nadal czekając na odpowiedź od Ellie. Już powoli się denerwowałem. Może stało się coś złego?
Szybko otrząsnąłem się z tych myśli i włożyłem ręce pod głowę.
Niespodziewanie mój telefon zadzwonił. Spodziewałem się Ellie, ale to tylko Scooter.
-Czy coś ważnego?- zapytałem od niechcenia.
-Zgodzili się- usłyszałem po drugiej stronie.
-Co? Kto? Na co?
-Na trasę koncertową geniuszu- wykrzyknął.
-Nie, nie, nie, nie, NIE!- powtarzałem cały czas to samo słowo, nie mogąc uwierzyć.
Pojadę w trasę! Spotkam a do tego poznam nowych fanów. Z moich ust wyrwał się histeryczny chichot.
-Hmm, resztę omówimy jutro. Trzymaj się- cisza. Tak po prostu się rozłączył. Dupek.
Ostrożnie położyłem telefon na stół i nie uwierzycie, ale zacząłem skakać po biednej kanapie. Aż się cała trzęsła!
-Justin co Ty robisz?- zdziwiona Selena stanęła w drzwiach.
-Pojadę w kolejną trasę Sel!- krzyknąłem i szybko do niej podbiegłem.
-Och, to świetnie- powiedziała trochę mało entuzjastycznie i cmoknęła mnie w policzek.
-Świętujmy to- przyciągnąłem jej ciało do swojej klatki piersiowej i poruszyłem zabawnie brwiami.
Dziewczyna jęknęła- Justin, nie mogę- wyswobodziła się z mojego uścisku- idę z Taylor na miasto.
-Ou, jasne idź- odwróciłem się do niej plecami kryjąc rozczarowanie na mojej twarzy.
-Nie jesteś zły?
-Nie, idź już- burknąłem i skierowałem się do siłowni. Muszę wrobić większy kaloryfer.
Zaśmiałem się z własnej głupoty i zszedłem do piwnicy.
.
Podczas podnoszenia ciężarków wpadłem na wyśmienity pomysł. Pojadę do szpitala do Ellie.
Bardzo, bardzo polubiłem tą dziewczynę. Zrobiła dla mnie coś niezwykłego.
Mam nadzieję, że już zawsze będę mieć u niej wsparcie.
Wziąłem szybki prysznic, ponieważ
„I cant help it im just selfish,
theres no way that
I could share yoooou” *
Zakończyłem przeciągnięciem I usłyszałem klakson. Wyjrzałem przez okno I ujrzałem Rob’a. Stał I machał do mnie. Szybko zbiegłem po schodach i już po chwili witałem się z chłopakiem. Rob pracuje dla mnie dorywczo. Na co dzień chodzi jeszcze do szkoły. Kumplujemy się. Usiadłem na miejscu pasażera i włączyłem radio. Leciało właśnie „Red” Taylor Swift. Zrobiłem minę typu „Wyłączcie to gówno” i przełączyłem na inny kanał.
-Czemu przełączyłeś?- oburzył się Rob.. taa nie wspominałem. Robin uwielbia Taylor Swift i potajemnie się w niej kocha. Wzdrygnąłem się na samą myśl o niej i jeszcze raz napisałem do Ellie.
Do Ellie: Hej jesteś u siebie? J Bo właśnie do Ciebie jadę. Coś się stało? Nie odpisujesz L
Kliknąłem „wyślij” i cierpliwie czekałem aż w końcu dojedziemy na miejsce. ..
Wszedłem do jej sali, ale zastałem puste łóżko. Nie! To nie może być prawda.. Nie. Koniec kropka.
Kurwa!! Na korytarzu złapałem jakąś kobietę i zapytałem o pokój lekarzy.
Już po chwili kierowałem się wyznaczoną drogą.
*Słowa piosenki Justina
Przepraszam za taki krótki.. już był on taki w planach :)
Proszę wszystkich o skomentowanie :)
wtorek, 12 sierpnia 2014
Dzień Czwarty
„Nagle zrozumiałam, że
to już koniec. Nie ma drogi powrotnej już nie będzie tak samo. Lecz wierzę, że
będzie dobrze, że znajdziesz kogoś kto będzie obok…” ~Ola Bochenek.
Dzień Czwarty, 2119 godzin.
Dla Emilii mojego małego wrednego golluma. Kocham Cię głupolu, nie zapomnij o tym
_______________________________________
Siedziałam na łóżku i wpatrywałam się w Carly. Nic nie mówiłyśmy. Zupełna cisza.
-Po co tu przyszłaś?- zapytałam obojętnie.
-Chcę żebyśmy się pogodziły- wymamrotała pod nosem, ale ja i tak ją zrozumiałam. Bardzo dobrze zrozumiałam.
Pogodziły! Nie no… nie wierzę! Moja siostra chcę żebyśmy się pogodziły. I do tego pierwsza to proponuje… wow.
-Och, zaskoczyłaś mnie- powiedziałam, a Carly posłała mi uśmiech- ja też tego chcę- wstałam i podeszłam do brunetki. Przytuliłyśmy się.
Wydawało mi się, że tuliłyśmy się około dwudziestu minut, a potem Carly niestety musiała iść. Pożegnałyśmy się z obietnicą jutrzejszego spotkania.
Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka rozmyślając o dzisiejszym dniu.
..
Jestem u Justina w domu. Siedzę mu na kolanach. Chłopak delikatnie całuje moją szyję. Zaraz ma dojść do czegoś więcej, gdy nagle ktoś mnie szturcha.
-Kochanie wstawaj! Twoja siostra już na Ciebie czeka.
Patrzę groźnie na Sam. Musiała mnie obudzić właśnie w takim momencie?
-Dzięki- powiedziałam wstając- powiedz jej, że zaraz przyjdę tylko się ogarnę.
Weszłam do łazienki i stanęłam przed lustrem. Pośpiesznie uwiązałam włosy w kok. Żeby nie wiedzieć ile ich wypadło włożyłam ręce pod wodę. Zaczęłam myć zęby.
Śniłam o Justinie! Masakra… ale sen podobał mi się bardzo.
Uśmiechnęłam się do siebie i ubrałam się.
Wyszłam z pokoju z zamiarem poszukania siostry, gdy nagle zawibrował mój telefon.
Wiadomość od: JustinJ
„Dzień dobry Ellie. Spotkamy się dzisiaj?
Jeszcze raz dziękuje”
Uśmiechnęłam się i miałam zamiar odpisać, ale na kogoś wpadłam.
-Och, no tutaj jesteś! Już myślałam, że nigdy nie przyjdziesz- Carly pociągnęła mnie w stronę głównego wyjścia.
Stanęłam i schowałam telefon do kieszeni- Przecież nie mogę wychodzić.
-Możesz, możesz. Rozmawiałam z doktorem Lee i kazał Ci wyjść dzisiaj wyjątkowo.
-W takim razie chodźmy- ponownie ruszyłyśmy w stronę wyjścia i wyszłyśmy na dwór.
Jestem na świeżym powietrzu pierwszy raz w tym miesiącu. Wzięłam głęboki oddech i skierowałyśmy się do parku.
..
-Zimno jest- powiedziała Carly wstając- idźmy już.
Przewróciłam oczami i wstałam z ławki. Ruszyłyśmy w stronę kawiarni znajdującej się obok parku.
-O której mam wrócić do szpitala?- zapytałam wchodząc do kawiarni.
-Osiemnastej- powiedziała- usiądźmy tam- wskazała na stolik obok okna. Już po chwili siedziałyśmy i czekałyśmy na kelnera.
-Ano właśnie- zagruchotała wesoło moja siostra- dlaczego nic nie wspominałaś o tym, że poznałaś Justina Biebera?- dała nacisk na ostatnie dwa słowa.
-A skąd o tym wiesz?- spytałam.
-Gazeta- machnęła ręką- dalej opowiadaj! Opowiadaj!
-Wiesz, że grał i nas koncert no nie? No to ja na niego nie mogłam iść, więc…- moją opowieść przerwał kelner.
-Słucham?- zapytał podchodząc. Spojrzałam na niego i… o Boże! Przede mną stał mój były chłopak Max. Nie rozstaliśmy się w przyjaźni, dlatego schowałam się za kartą menu. Niestety moja siostra wszystko zepsuła.
-Max?- zapytała i zabrała mi menu z twarz- Ellie zobacz! Świat jest mały.
Max gdy tylko mnie zobaczył zareagował tak jak się spodziewałam.
-No nie wierzę- klasnął w ręce- kogo ja tu widzę?- zaśmiał się i dostawił krzesło do naszego stolika. Usiadł na nim i przeszywał mnie wzrokiem-wyrosłaś- prychnął- mogę wiedzieć gdzie się podziewałaś nie mówiąc nic swojemu chłopakowi?
A tak, tak zapomniałam wam powiedzieć, że Max nie przyjmuje do wiadomości tego że z nim zerwałam i że już nie jesteśmy razem. Dzięki za współczucie.
Carly westchnęła i posłała mi bezgłośne „przepraszam”. Skinęłam głową i spojrzałam na Max’sa.
-Dobrze wiesz, że nas już nie ma- pokazałam palcem na siebie i jego.
-Nie, nie moja droga- wstał- to ja ustalam kiedy zrywamy-podszedł do mnie i nachylił się nade mną- a to nie nastąpi nigdy- szepnął do mojego ucha.
-Ale…ale ja mam innego- powiedziałam i spojrzałam w oczy Max’a które były pełne złości.
-Zdradzasz mnie?- ryknął a wszyscy obecni w kawiarni obrócili się w naszą stronę- Dziwka- warknął i wskazał na mnie palcem.
Do moich oczu napłynęły łzy. Czułam się upokorzona. Siedziałam nie mogąc się ruszyć, ale Carly zareagowała szybko i stanowczo.
-Dupek- skomentowała Max’sa i szybko do mnie podeszła- chodź skarbie- szepnęła i pomogła mi wstać. Powoli ruszyłyśmy do wyjścia, ale ktoś nam przerwał.
-Pamiętaj… nawet jeśli inny będzie Cię bzykać to i tak będziesz moja- Max zaśmiał się i chwycił mój pośladek.
Nie wytrzymałam nadmiaru spraw i poczułam jak upadam.
O cholercia! Chyba straciłam przytomność.
Proszę wszystkich o skomentowanie ;)
piątek, 1 sierpnia 2014
Dzień Trzeci
„Nie musisz udawać, że jesteś silny. Nie musisz mówić, że wszystko
dobrze jest. Idź zawsze swą drogą i pozostań sobą. Naucz w deszczu
tańczyć się!” ~Ola Bochenek
Dzień Trzeci, 2143 godzin.
Dla Kasi... jednej z najważniejszych osób w moim nudnym życiu
_______________________________________________
-Wygrałam!- krzyknęłam- wygrałam kolejny raz! Jestem mistrzem.
Rozgrywaliśmy właśnie kolejną kolejkę Makao.
-Tak, tak brawo- pielęgniarka Pani Sam zaklaskała mi.
Lekko ukłoniłam głowę i spojrzałam w stronę drzwi, które właśnie uchyliły się. Zza nich zobaczyłam głowę Justina. Niewiarygodne! Nie wiem po co on tutaj przyszedł. Przecież nic dla niego nie znaczę.
-Można?- zapytał wchodząc do środka.
-To ja już pójdę- Sam (bo tak kazała się nazywać) pośpiesznie opuściła pomieszczenie.
-Na początku chciałem Cię bardzo przeprosić- powiedział siadając- wybaczysz mi?
-Jasne, ale po co to wszystko?- zapytałam- przecież masz piękną, na pewno sympatyczną i miłą dziewczynę. I zamiast spędzać czas z nią, marnujesz go ze mną- zakończyłam i wzięłam głęboki oddech, ponieważ coś zakłuło mnie w klatce piersiowej.
-Nie- zaprzeczył- już nie mam dziewczyny. Zerwała dzisiaj ze mną.
Poderwałam rękę i przystawiłam ją do ust.
Co się stało? Czy to przeze mnie?
-Co się stało?- złapałam jego rękę i lekko ją uścisnęłam. Nie zareagował, tylko tępo wpatrywał się w ścianę.
-Gdy z Tobą rozmawiałem nagle wpadła do pokoju i pytała o Ciebie- urwał i oddał mój uścisk. Uśmiechnęłam się do siebie- Wytłumaczyłem jej, że poznałem Cię w szpitalu i za kumplowaliśmy się- posłał mi uśmiech- A ona wyskoczyła z tym, że już się nią nie interesuje i powinniśmy zerwać- skończył.
Był bardzo smutny. Z gazet wiem, że często zrywają i z powrotem się schodzą. To musi być straszne, jeśli naprawdę się kochają. No właśnie jeśli on ją kocha.
-Kochasz ją?- zapytałam i wyrwałam rękę z jego uścisku.
-Czy ją kocham?!- krzyknął i wstał- kocham ją najbardziej na świecie! Nigdy tak nikogo nie kochałem i nigdy nie będę kochał!- zakończył z uśmiechem na twarzy, ale gdy zobaczył moją minę, jego uśmiech znikł.
Mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Nie mogę nic na to poradzić. Niestety. Gdy ktoś na mnie krzyczy to zaczynam płakać. Tak mi też wydaję się to śmieszne.
-Ja..a- zająkał się Justin.
Pociągnęłam nosem- Podaj mi chusteczki- wskazałam na szafkę.
Chłopak pośpiesznie do nich podszedł i w tym samym tępię mi je dostarczył. Wysmarkałam się i mówiłam dalej.
-Słuchaj wiem, że to moja wina, więc nie musisz mi tego wszystkiego uświadamiać.
-Przecież…- zaczął Justin, ale ja odłączyłam się i popłynęłam w swoją własną krainę myśli.
To przeze mnie zerwali. A on ją tak kocha.. widzę to.
Muszę coś wymyślić. Coś co sprawi, że z powrotem się zejdą.
Może do niej zadzwonię i…. BINGO!
-..już nam się nie układało od..- paplał dalej.
-Po prostu daj mi jej numer telefonu- przerwałam mu będąc już w świecie żywych.
-Po co Ci? Nie, nie dam- powiedział, ale jak tylko zobaczył moją minę od razu zmienił zdanie- trzymaj- bąknął i podał mi swój telefon.
Wzięłam kartkę i długopis z szafki obok łóżka i pośpiesznie zapisałam ciąg cyfr.
..
Wzięłam do ręki pączka i ugryzłam spory kawałek, ledwo zamykając buzie aby go pogryźć.
Siedzący naprzeciwko mnie Justin zachichotał.
-No co?- zapytałam z pełną buzią.
-Jesteś brudna!- powiedział przez śmiech- oooo tu- naślinił palec i wytarł brud z mojego policzka. To było obleśne, ale i tak bardzo słodkie.
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.
Przełknęłam- dziękuje- powiedziałam i wzięłam kolejnego gryza.
Po tym jak Justin podał mi numer telefonu Seleny zadzwoniłam do niej.
.
‘Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę drzwi. Nagle poczułam uścisk na nadgarstku i pociągnięcie. Już po chwili stałam naprzeciwko Justina.
-Gdzie idziesz?- zapytał i puścił moją rękę.
-Muszę zadzwonić- powiedziałam i z powrotem ruszyłam do drzwi. Poczułam, że ktoś idzie za mną. Gwałtownie się odwróciłam i wymierzyłam palcem w Justina- zostań tu!- poleciłam i szybko wyszłam. W końcu.
Oparłam się o ścianę i wykręciłam numer. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha. Cisza.
Spróbowałam jeszcze raz, lecz odebrała dopiero za piątym razem.
-Tak?- usłyszałam po drugiej stronie- z kim mam przyjemność?
Wzięłam głęboki oddech i przeżegnałam się jedną ręką- Umm, z tej strony Ellie. Ellie Scott- w końcu odważyłam się coś powiedzieć.
-Po co dzwonisz?- wysyczała. Tego się nie spodziewałam.
-Posłuchaj, chcę się z Tobą spotkać żeby wszystko powyjaśniać.
-Wszystko czyli?- westchnęła do słuchawki.
-Po prostu przyjdź dziś do szpitala… hmm, możemy spotkać się w bufecie- cisza po drugiej stronie- co Ty na to?
-Będę za godzinę- rozłączyła się.
Wróciłam do pokoju i musiałam wytłumaczyć się Justinowi.’
.
-Która godzina?- zapytałam Justina wycierając buzię serwetką.
-Powinna tu być za pięć min…- przerwał i zamarł wpatrując się w drzwi.
Szybko spojrzałam się w to samo miejsce i zobaczyłam dużego i grubego człowieka a za nim średniego wzrostu brunetkę.
To pewnie Selena- pomyślałam. Nie czekając dłużej podniosłam rękę i pomachałam nią, aby dziewczyna nas zauważyła i podeszła do naszego stolika. Podziałało.
Z gracją zaczęła kierować się w naszą stronę. Gdy już podeszła zapadła niezręczna cisza.
-Hej Sel- powiedział Justin i wstał podchodzą do dziewczyny.
-Cześć- wymamrotała- Ty jesteś Ellie?- skierowała pytanie do mnie.
-Tak, tak… może usiądziesz?- wykonała moje polecenie i siadając ściągnęła okulary przeciwsłoneczne.- Justin zostaw nas same.
-Ale..- chłopak zaczął, ale posłałam mu spojrzenie mówiące „Posłuchaj mnie jeśli nie chcesz, aby stała Ci się krzywda”.
Wyszedł zostawiając nas same.
-To może ja zacznę- powiedziałam i odchrząknęłam- czy to przeze mnie zerwałaś z Justinem?
Skinęła głową.
O kurczaki pieczone! Czyli jednak to moja wina! Spuściłam głowę i myślałam co wykombinować aby znów byli razem.
-Ja… nas naprawdę nic nie łączy- powiedziałam i poczułam, że zaraz się rozpłaczę. Cholera!- myślę, że Justinowi zrobiło się mnie żal. To wszystko- wzruszyłam ramionami- przyrzekam Ci to.
-Nic nie rozumiesz- szepnęła- on już mnie nie kocha.
-Nie kocha?!- podniosłam głos- dziewczyno jesteś jego oczkiem w głowie! Powiedział mi, że jesteś jedyną dziewczyną którą kocha i którą będzie kochał.
-Naprawdę?- rozpłakała się. Ojej.
-Naprawdę- posłałam jej uśmiech. Wzięłam jej dłoń w swoją i pocieszająco potarłam- idź do niego.
Wstała i skierowała się w stronę drzwi. Nagle odwróciła się i zawołała.- Dalej chodź ze mną, odprowadzimy Cię do sali.
Wstałam i razem ruszyłyśmy poszukać naszą zgubę.
..
Od półgodziny stoję pod ścianą i obserwuje zakochanych. Nie kazali mi iść bo są mi tak bardzo wdzięczni a teraz mnie w ogóle nie zauważają.
Romansowanie przerwał im ochroniarz Seleny.
-Pa Ellie! Jeszcze raz Ci dziękujemy- powiedziała dziewczyna wychodząc.
-Dziękuje- szepnął Justin do mojego ucha i pocałował w policzek.
Posłałam mu uśmiech. Po chwili już go nie było.
Stwierdzam, że to był długi i męczący dzień.
Weszłam do pokoju z myślą o położeniu się do łóżka i zaśnięciu. Niestety ktoś przerwał moje plany.
-Musimy pogadać- powiedziała Carly i zaprosiła mnie ręką do środka.
Zrezygnowana weszłam i zamknęłam za sobą drzwi.
Proszę wszystkich o skomentowanie :)
niedziela, 27 lipca 2014
Dzień Drugi
„Nie ma zbyt wiele czasu by być
szczęśliwym. Dni przemijają, życie krótkie jest.
W księdze przyszłości
zapisujemy marzenia, lecz coś przekreśla je” ~Ola Bochenek
Dzień Drugi, 2167 godzin.
___________________________________________________
Dzisiaj odwiedziła mnie siostra. To spotkanie było totalną klapą.
.
Leżałam na łóżku i myślałam o wczorajszym dniu. Byłam i nadal jestem szczęśliwa, że odwiedził mnie sam Justin Bieber… nie mogę w to uwierzyć. Rozmawiał ze mną, uśmiechał się do mnie. Ja, ja go dotknęłam. Ale potem przyszła moja mama i wszystko zepsuła. Oni chyba naprawdę wyjechali. Zostawili mnie samą. Mam umrzeć w samotności? Nie dziękuje. Jakieś inne oferty?
Nagle do sali wpadła moja siostra Carly… nie lubiłyśmy się, rzadko kiedy rozmawiałyśmy.
-Po co tu przylazłaś?- burknęłam i wysmarkałam nos w chusteczkę.
-Rodzice wyjechali i teraz ja muszę tu przychodzić. Nie chce tego tak samo tak Ty- powiedziała i weszła w głąb pomieszczenia.
-Co tam masz?- pokazałam na torbę, którą dziewczyna trzymała w ręce.
-Jedzenie-powiedziała i rzuciła torbą w moją stronę.
-Nie chce- odpowiedziałam niechętnie- Nie chce niczego od Ciebie.
Wzruszyła ramionami i usiadła na krześle obok łóżka.
-Najwyżej będziesz głodować i szybciej...- w połowie zdania przerwała i spuściła wzrok.
Ja doskonale wiem, co wtedy chciała powiedzieć.. „Najwyżej będziesz głodować i szybciej umrzesz” może to miało być inaczej, ale ja to tak odebrałam.. cóż mam wyjątkową i kochającą mnie rodzinę. Czujecie ten sarkazm?
Odwróciłam się plecami do dziewczyny i zamknęłam oczy.
-To ja już pójdę- powiedziała i usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi.
.
Tak to mniej więcej wyglądało. Ale są też plusy… chociaż ktoś mnie odwiedził.
Westchnęłam i sięgnęłam po książkę. „Tak wygląda szczęście” kupiłam ją sobie tydzień temu i cały czas się z nią męczę. Jest nawet spoko, ale czytałam lepsze. Zaczęłam czytać kolejny rozdział, gdy nagle mi przerwano. Do sali weszła pielęgniarka.
-Cześć Ellie. Jedziemy na badania, wskakuj na wózek- wskazała ręką na przedmiot.
Westchnęłam i odłożyłam książkę. Założyłam kapcie i usiadłam w wózku.
-Co tym razem?- wymamrotałam podczas „jazdy”
-Och, to tylko pobieranie krwi- posłała mi uśmiech i wjechaliśmy do laboratorium.
..
*Justin's POV*
Wykręciłem numer i przystawiłem komórkę do ucha.
Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Trzeci sy…
-Halo?- usłyszałem po drugiej stronie
-Ellie, to ja Justin.
-Z tej strony pielęgniarka. Ellie jest na badaniach, zadzwoń za 10 minut- powiedziała i rozłączyła się.
Wywróciłem oczami i odłożyłem urządzenie na stół.
Położyłem się na kanapie i zdaję się, że odpłynąłem.
..
Chwile później obudził mnie dzwonek mojej komórki. Poderwałem się i spojrzałem na wyświetlacz.
EllieJ
Odchrząknąłem i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Hej- usłyszałem po drugiej stronie- nie wiem czemu do mnie dzwonisz.. przecież jestem zwykłą dziewczyną- zaśmiała się i kontynuowała dalej- Więc słucham. Potrzebujesz czegoś konkretnego? Nie wiesz jak poderwać dziewczynę, czy może…
-Daj spokój- przerwałem jej- mamy coś do dokończenia.
-Ojeju, rzeczywiście. Przepraszam- uśmiechnąłem się pod nosem.
..
Chwile później obudził mnie dzwonek mojej komórki. Poderwałem się i spojrzałem na wyświetlacz.
EllieJ
Odchrząknąłem i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Hej- usłyszałem po drugiej stronie- nie wiem czemu do mnie dzwonisz.. przecież jestem zwykłą dziewczyną- zaśmiała się i kontynuowała dalej- Więc słucham. Potrzebujesz czegoś konkretnego? Nie wiesz jak poderwać dziewczynę, czy może…
-Daj spokój- przerwałem jej- mamy coś do dokończenia.
-Ojeju, rzeczywiście. Przepraszam- uśmiechnąłem się pod nosem.
-Hmm, masz dzisiaj czas?- zapytałem.
-Dla Ciebie? Zawsze- poczułem gorąco na policzkach. Ta dziewczyna sprawiała, że się rumienie!
-To możesz, spotkamy się w jakiejś kawiarni za pół godziny? Wyślę Ci adres SMS’em.- po drugiej stornie zabrzmiała cisza.
-Justin.. nie mogę wychodzić ze szpitala- powiedziała po dłuższej chwili.
Boże jaki ja jestem głupi. Uderzyłem się otwartą dłonią w czoło a następnie popukałem w to samo miejsce.
-Przepraszam zapomniałem- szepnąłem.
-Nic się nie stało- wydaje mi się, że jej głos jest jakiś inny. Smutny.
-Um. Więc, Ellie…
-Ellie?- odwróciłem się i zobaczyłem Selenę- jaka Ellie?
Szybko się rozłączyłem i głośno wypuściłem powietrze z ust.
Proszę wszystkich o skomentowanie :)
-Dla Ciebie? Zawsze- poczułem gorąco na policzkach. Ta dziewczyna sprawiała, że się rumienie!
-To możesz, spotkamy się w jakiejś kawiarni za pół godziny? Wyślę Ci adres SMS’em.- po drugiej stornie zabrzmiała cisza.
-Justin.. nie mogę wychodzić ze szpitala- powiedziała po dłuższej chwili.
Boże jaki ja jestem głupi. Uderzyłem się otwartą dłonią w czoło a następnie popukałem w to samo miejsce.
-Przepraszam zapomniałem- szepnąłem.
-Nic się nie stało- wydaje mi się, że jej głos jest jakiś inny. Smutny.
-Um. Więc, Ellie…
-Ellie?- odwróciłem się i zobaczyłem Selenę- jaka Ellie?
Szybko się rozłączyłem i głośno wypuściłem powietrze z ust.
Proszę wszystkich o skomentowanie :)
Dzień Pierwszy
„Życie w Twoich rękach jest, więc nie bój się, bo
możesz mieć co chcesz. Powitaj ten dzień, obejmij go, przyjmij
ochoczo co niesie ze sobą… Wiarę w kolejny dzień” ~Ola Bochenek
____________________________________________
Leżę w szpitalnej sali i wsłuchuje się w słowa piosenki „Be Alright” tak dokładnie.. sam Justin Bieber postanowił zorganizować mały koncert dla dzieci z Onkologii. Mam raka. Ale o tym pogadamy innym razem.
Gdy wszystkie dzieciaki widziały go, stały koło niego ja leżałam w łóżku pogrążona w myślach.
Dlaczego nie mogę tam być? Och, to nic takiego.. godzinę przed jego przyjazdem miałam robioną chemioterapię i niestety nie mogłam pójść.
Wyobrażałam sobie jak zauważa mnie w tym małym tłumie i woła na scenę. Uśmiechnęłam się do siebie. Gdy Bieber zaczyna drugą zwrotkę, lekko przymrużam oczy i wsłuchuje się w tekst.
„All along in my room
Waiting for your phone call to come soon
For you, oh, I would walk a thousand
To be in yours arms holding my heart
Oh I, oh I, I love you
And everything’s gonna be alright
Be alright” *
-Ellie, przyszedłem zobaczyć jak się czujesz- z błogiego stanu wyrwał mnie głos lekarza.
Spojrzałam na niego i posłałam mu niezadowolony grymas.
-Doktorze Lee, mogłabym pójść chociaż na chwilkę?- zapytałam wstając z łóżka i podchodząc do lustra aby przyjrzeć się swojej twarzy. Byłam ładna, bardzo ładna.
Wzięłam szczotkę i delikatnie przejechałam po swoich włosach. Kolejny raz z mojej głowy odszedł pukiel włosów. Przełknęłam głośno ślinę i wyrzuciłam włosy do śmietnika.
-Mówiłem Ci, obetniemy je. To nie będzie dla Ciebie aż taki szok- staruszek posłał mi uśmiech- zmykaj może jeszcze zdążysz na ostatnią piosenkę.
-Dziękuje- szepnęłam przechodząc koło niego. Chwile później pędziłam już korytarzem w stronę głównego holu. Nagle gwałtownie się zatrzymałam. Do moich uszu dobiegł głos Biebera.
-Dziękuję za dzisiaj dzieciaki, trzymajcie się- zacisnęłam pięści i odwróciłam się na pięcie.
Wróciłam do sali. Położyłam się do łóżka i już po chwili spałam.
…
Obudził mnie hałas przesuwanego krzesła. Przeklęłam w myślach osobę, która śmiała zakłócić mój sen i otworzyłam oczy. Zamrugałam parę razy i nie uwierzycie, ale przed mną siedział Justin.
Moje oczy rozszerzyły się a usta wygięły w uśmiechu. Odwzajemnił go.
Powoli wyciągnęłam rękę spod pościeli i dźgnęłam chłopaka w ramię. Był prawdziwy.
Zaskoczony moim ruchem brunet jęknął i potarł ramię. Zachichotałam.
-Jestem Justin- powiedział pochylając się w moją stronę.
-Wiem- powiedziałam szczerząc się jak głupol- z bliska wyglądasz lepiej.
Bieber oblał się rumieńcem. Może powtórzę jeszcze raz… Panie i Panowie Justin Pan Sławny Bieber oblał się rumieńcem. Nie mogąc w to uwierzyć, rzuciłam się na poduszki i zaczęłam patrzeć w sufit zupełnie zapominając o jego obecności.
-Hej!- szturchnął mnie w ramię- powiesz jak masz na imię?
-Ouu, pewnie- odwróciłam głowę w jego stronę- Mam na imię Ellie.
-Ellie- powiedział pod nosem- oh. Tak, tak piękne imię.
Podziękowałam skinięciem głowy.
-Powiedz, dlaczego mnie nie lubisz?- zapytał „prosto z mostu”
Zaskoczona usiadłam.
-Jak to Cię nie lubię?- spojrzałam w jego oczy- uwielbiam Twoją muzykę, Twój tekst… sprawiasz, że każda dziewczyna, kobieta może poczuć się wyjątkowa.
Roześmiał się i spuścił wzrok.
- Więc czemu nie było Cię na koncercie?
-Miałam…- zaczęłam swoją wypowiedz, lecz mi przerwano.
Do sali wszedł wysoki i potężny mężczyzna. Zorientowałam się, że to ochroniarz Justina.
-Zbieramy się- głośno powiedział i wyszedł. Justin wywrócił oczami.
-Przekładamy tą rozmowę na później- powiedział wstając i zabierając kurtkę- do zobaczenia Ellie- wyszedł.
Gdy tylko zamknęły się drzwi, roześmiałam się jak głupia. Śmiałam się jak psychopata… głośno i szalenie. To był najlepszy dzień w moim życiu i nic ani nikt nie może go popsuć.
Nagle ktoś wtargnął do sali.
-Mamo?- zdziwiłam się na jej widok- co Ty tu robisz?
-Przyszłam się z Tobą pożegnać…-urwała- wyjeżdżamy.
-Dlaczego?- pośpiesznie wstałam- nie możecie mnie teraz zostawić- krzyknęłam i poczułam gorąco na szyi.
-Przykro mi- uściskała mnie i wyszła zostawiając mnie samą, abym wypłakała się na śmierć.
*Słowa piosenki Justina Biebera „Be alright”
Proszę wszystkich o skomentowanie :)
sobota, 26 lipca 2014
Prolog
Znaleźliście się tutaj, ponieważ chciałabym wam opowiedzieć
moją historię.
Nie jest ona typu: „Zdradził mnie chłopak, zacznę się ciąć” czy też „Jestem biedna, poznam popularny zespół i zostanę dziewczyną jednego członka zespołu”. Nie mam na celu obrazić tu nikogo, którzy piszą podobne fanfiction.
Natomiast moja historia nie stanie się popularna, ponieważ mam na imię Ellie i nie ma mnie już na tym świecie. Zmarłam na białaczkę rok temu.
Na początku myślałam, że umrę w samotności.
Moi rodzice nie chcieli mnie odwiedzać. Nie chcieli widzieć jak ich córka z każdym dniem staje się coraz słabsza, cóż rozumiałam ich.
Przyjaciele się ode mnie odwrócili. Zrobiłam coś niewybaczalnego.
Gniłam sama w szpitalnej sali i czekałam na śmierć. Aż w końcu szczęście się do mnie uśmiechnęło i spotkałam go.
Justin Bieber… wiele osób go nienawidzi, w przeciwności do mnie.
Mogę się założyć, że gdy zobaczycie, że to opowiadanie jest właśnie o nim od razu wyłączycie kartę z adresem bloga. Nie róbcie tego, dajcie mu szanse. Ja też mu ją dałam.
Okej zaczynamy.. Wszystko zaczęło się 14.03.2010 roku, kiedy…
Nie jest ona typu: „Zdradził mnie chłopak, zacznę się ciąć” czy też „Jestem biedna, poznam popularny zespół i zostanę dziewczyną jednego członka zespołu”. Nie mam na celu obrazić tu nikogo, którzy piszą podobne fanfiction.
Natomiast moja historia nie stanie się popularna, ponieważ mam na imię Ellie i nie ma mnie już na tym świecie. Zmarłam na białaczkę rok temu.
Na początku myślałam, że umrę w samotności.
Moi rodzice nie chcieli mnie odwiedzać. Nie chcieli widzieć jak ich córka z każdym dniem staje się coraz słabsza, cóż rozumiałam ich.
Przyjaciele się ode mnie odwrócili. Zrobiłam coś niewybaczalnego.
Gniłam sama w szpitalnej sali i czekałam na śmierć. Aż w końcu szczęście się do mnie uśmiechnęło i spotkałam go.
Justin Bieber… wiele osób go nienawidzi, w przeciwności do mnie.
Mogę się założyć, że gdy zobaczycie, że to opowiadanie jest właśnie o nim od razu wyłączycie kartę z adresem bloga. Nie róbcie tego, dajcie mu szanse. Ja też mu ją dałam.
Okej zaczynamy.. Wszystko zaczęło się 14.03.2010 roku, kiedy…
Zapraszam do zakładki "Informowani" i liczę na szczerą opinię :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)