czwartek, 28 sierpnia 2014

Dzień Szósty


„Wierzę, że nadejdzie kiedyś czas, czas którego nigdy nie zapomnę do końca swoich dni, czas kiedy spełnią się moje marzenia. Na razie pozostaje mi tylko czekać i śnić…” ~Ola Bochenek
                                                                    ***
Dzień Szósty, 2071 godzin.
                         Dla Olci za jej teksty, które znajdują się zawsze na początku każdego rozdziału.
                                   _____________________________________
*Justin’s POV*
Zapukałem w drzwi i wszedłem gdy usłyszałem głośne „proszę”.
Za biurkiem zobaczyłem doktora Lee. Spotkaliśmy się w dniu koncertu.
-Panie Bieber- wstał z zaskoczeniem na twarzy- co pana do mnie sprowadza?
-Gdzie Ellie?- naskoczyłem na niego- czy wszystko z nią w porządku?
-Ach, no tak- uśmiechnął się pod nosem- proszę usiądź wszystko Ci wyjaśnię- powiedział siadając.
Wykonałem jego polecenie i czekałem.
Boże koleś pośpiesz się. Nerwy mnie zjadają!
-Ellie niedawno straciła przytomność jest bardzo słaba dlatego wykonujemy jej teraz podstawowe badania- posłał mi uśmiech- już wszystko z nią dobrze.
Kamień spadł z mojego serca. Nic jej nie jest. Odetchnąłem w duchu. Moja Ellie żyje. Nic jej nie jest.
-Mogę ją zobaczyć?- mina doktora zrzedła.
-Justin- przerwał- mogę mówić do Ciebie po imieniu, prawda?- pokiwałem twierdząco głową a mężczyzna kontynuował- Umówmy się tak. Przyjdź jutro z samego rana. Ellie już będzie na Ciebie czekać, okej?
Zawiedziony spuściłem głowę.
-Tak jasne- wymamrotałem. Wstałem i skierowałem się w stronę drzwi.
-Do jutra Panie Bieber
Wyszedłem.
------------------------
 
*następnego dnia*
2047 godzin.
 
-Nie ma go- znów zamęczam Sam, gdy ta plotła mi warkocz.
-Jeszcze przyjdzie. Nie martw się- posłała mi uśmiech- gotowe- podeszła do szafki i odłożyła szczotkę do włosów.
-Dziękuje- powiedziałam i zarzuciłam warkocz na prawą stronę- jest śliczny.
-Wpadnę do Ciebie później- rzuciła i właśnie miała wyjść, lecz niestety na kogoś wpadła- Och, przepraszam.
-Nie! To ja przepraszam- powiedział nieznajomy.
-Zostawię was samych- Sam odwróciła głowę w moją stronę i puściła mi oczko. Zostawi nas samych?
Gdy w końcu wyszła moim oczom ukazał się Justin! Przyszedł! Doktor Lee nie kłamał.
Wyszczerzyłam się jak głupia i czekałam aż chłopak wejdzie w głąb sali.
Gdy w końcu to zrobił zauważyłam, że trzyma w ręce czekoladki.
Och, ja kocham czekoladki.
-Kocham czekoladki- wypaliłam gdy usiadł. Zaśmiał się na moje słowa.
Hmm, te czekoladki chyba nie są dla mnie.
-Myślałam, że są dla mnie- szepnęłam i spuściła wzrok.
-Bo są dla Ciebie- przestał się śmiać- pro…proszę- podał mi pudełeczko.
Gdy po nie sięgnęłam Justin złapał moją dłoń i przyłożył do swoich ust. Następnie cmoknął ją i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu przyłożył sobie do serca.
Spoważniał- Nawet nie wiesz jak się wystraszyłem, gdy zobaczyłem Twoje puste łóżko.
 
Ojej! Czy Justin Bieber właśnie powiedział, że się wystraszył gdy zobaczył moje puste łóżko?!
Uszczypnijcie mnie, bo nie wierzę.
-Och… ja- zaczęłam, ale chłopak mi przerwał.
-Naprawdę- spojrzał w moje oczy- myślałem… myślałem, że nie żyjesz- przełknął głośno ślinę.
Boże! Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza! NIE WIERZĘ!
Szybko ją starłam. Delikatnie pogładziłam jego policzek.
-Nie rozpłacz mi się tu czasem- pogroziłam mu palcem na co parsknął śmiechem- jestem cała zdrowa. A tak ogólnie to, to było słodkie – uśmiechnęłam się do niego- no i dzięki za czekoladki.
-Nie masz za co dziękować Ellie- potarł swoje oczy- co się stało, że straciłaś przytomność?
-Och, to przez mojego byłego. Max’sa.
-Co się stało?- po raz kolejny tego dnia złapał mnie za rękę. Nie żeby coś. Mi to tam odpowiada.
-To nic takiego. Zrobił mi awanturę i nie wytrzymałam nadmiaru spraw- zaśmiałam się-  co tam u Ciebie? Chciałeś czegoś ode mnie? Bo wczoraj przyszedłeś i..- przerwał mi. Bezczelny.
-To już nie mogę Cię odwiedzić?
-Jasne, że możesz głuptasie- przewróciłam oczami- dalej opowiadaj.
-Nooo więccc- przeciągał- pojadę w kolejną trasę koncertową!
NIE! Tylko nie to! Dopiero co się poznaliśmy a on już będzie wyjeżdżał?
-To świetnie. Wspaniała wiadomość!- wstałam z łóżka i przytuliłam chłopaka- na pewno bardzo się cieszysz- szepnęłam mu do ucha.
-Ellie!- usłyszeliśmy głos lekarza i gwałtownie się od siebie odsunęliśmy- przecież wiesz, że na razie nie wolno Ci wychodzić z łóżka.
-Tak, tak wiem. Przepraszam- powiedziałam siadając z powrotem na łóżku.
-Panie Bieber widzę, że pan przyszedł.
-Doktorze Lee- podali sobie ręce.
-Coś nie tak?- zapytałam doktora gdy ten sadowił się na krześle obok Justina.
-Nie, po prostu zrobimy jeszcze kilka badań bo nie jestem pewny swojej diagnozy- wstał- zaraz ktoś po Ciebie przyjdzie. A Ty Justin możesz iść do domu- wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Westchnęłam.
-Szkoda, że już musisz iść- posłałam mu smutny uśmiech.
-Chciałem Cię jeszcze o coś zapytać- przysunął swoje krzesło bliżej- zostaniesz moja przyjaciółką?
Właśnie umarłam.

Czy ktoś chce dedyk? :)
Proszę wszystkich o skomentowanie :)

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Dzień Piąty

„Osoba z którą możesz przegadać całą noc. Wie o Tobie najwięcej, pomoże na drodze krętej. Niekiedy rozumie Cię bez słów. Potrafi Ci wybaczyć, gdy popełnisz błąd. Lecz kiedyś może nadejść taki moment, kiedy będzie daleko, kiedy odejdzie” ~Ola Bochenek
                                                                           
Dzień Piąty, 2095 godzin.
              Dla Pauliny która zawsze umie mnie pocieszyć i mi doradzić.  Cieszę się, że Cię poznałam 
                                          _______________________________________
*Justin’s POV*
Leżałem na kanapie i wpatrywałem się w telewizor nadal czekając na odpowiedź od Ellie. Już powoli się denerwowałem. Może stało się coś złego?
Szybko otrząsnąłem się z tych myśli i włożyłem ręce pod głowę.
Niespodziewanie mój telefon zadzwonił. Spodziewałem się Ellie, ale to tylko Scooter.
-Czy coś ważnego?- zapytałem od niechcenia.
-Zgodzili się- usłyszałem po drugiej stronie.
-Co? Kto? Na co?
-Na trasę koncertową geniuszu- wykrzyknął.
-Nie, nie, nie, nie, NIE!- powtarzałem cały czas to samo słowo, nie mogąc uwierzyć.
Pojadę w trasę! Spotkam a do tego poznam nowych fanów. Z moich ust wyrwał się histeryczny chichot.
-Hmm, resztę omówimy jutro. Trzymaj się- cisza. Tak po prostu się rozłączył. Dupek.
Ostrożnie położyłem telefon na stół i nie uwierzycie, ale zacząłem skakać po biednej kanapie. Aż się cała trzęsła!
-Justin co Ty robisz?- zdziwiona Selena stanęła w drzwiach.
-Pojadę w kolejną trasę Sel!- krzyknąłem i szybko do niej podbiegłem.
-Och, to świetnie- powiedziała trochę mało entuzjastycznie i cmoknęła mnie w policzek.
-Świętujmy to- przyciągnąłem jej ciało do swojej klatki piersiowej i poruszyłem zabawnie brwiami.
Dziewczyna jęknęła- Justin, nie mogę- wyswobodziła się z mojego uścisku- idę z Taylor na miasto.
-Ou, jasne idź- odwróciłem się do niej plecami kryjąc rozczarowanie na mojej twarzy.
-Nie jesteś zły?
-Nie, idź już- burknąłem i skierowałem się do siłowni. Muszę wrobić większy kaloryfer.
Zaśmiałem się z własnej głupoty i zszedłem do piwnicy.
.
Podczas podnoszenia ciężarków wpadłem na wyśmienity pomysł. Pojadę do szpitala do Ellie.
Bardzo, bardzo polubiłem tą dziewczynę. Zrobiła dla mnie coś niezwykłego.
Mam nadzieję, że już zawsze będę mieć u niej wsparcie.
Wziąłem szybki prysznic, ponieważ trochę się spociłem i no cóż… nie pojadę śmierdzący w odwiedziny do dziewczyny.
No nic. Ubrałem się w jeansy i luźną bluzę. Zadzwoniłem po swojego kierowcę i niecierpliwie na niego czekałem. Pod nosem nuciłem sobie „Die In Yours Arms”.
                                                 „I cant help it im just selfish,
                                                         theres no way that
                                                        I could share yoooou” *
Zakończyłem przeciągnięciem I usłyszałem klakson.
Wyjrzałem przez okno I ujrzałem Rob’a. Stał I machał do mnie. Szybko zbiegłem po schodach i już po chwili witałem się z chłopakiem. Rob pracuje dla mnie dorywczo. Na co dzień chodzi jeszcze do szkoły. Kumplujemy się. Usiadłem na miejscu pasażera i włączyłem radio. Leciało właśnie „Red” Taylor Swift. Zrobiłem minę typu „Wyłączcie to gówno” i przełączyłem na inny kanał.
-Czemu przełączyłeś?- oburzył się Rob.. taa nie wspominałem. Robin uwielbia Taylor Swift i potajemnie się w niej kocha. Wzdrygnąłem się na samą myśl o niej i jeszcze raz napisałem do Ellie.
Do Ellie: Hej jesteś u siebie?
J  Bo właśnie do Ciebie jadę. Coś się stało? Nie odpisujesz L
Kliknąłem „wyślij” i cierpliwie czekałem aż w końcu dojedziemy na miejsce.             ..
Wszedłem do jej sali, ale zastałem puste łóżko. Nie! To nie może być prawda.. Nie. Koniec kropka.
Kurwa!! Na korytarzu złapałem jakąś kobietę i zapytałem o pokój lekarzy.
Już po chwili kierowałem się wyznaczoną drogą. 


*Słowa piosenki Justina 
„Die In Yours Arms”.
Przepraszam za taki krótki.. już był on taki w planach :) 

Proszę wszystkich o skomentowanie :)

wtorek, 12 sierpnia 2014

Dzień Czwarty

„Nagle zrozumiałam, że to już koniec. Nie ma drogi powrotnej już nie będzie tak samo. Lecz wierzę, że będzie dobrze, że znajdziesz kogoś kto będzie obok…” ~Ola Bochenek.
                                                              
Dzień Czwarty, 2119 godzin.
               Dla Emilii mojego małego wrednego golluma. Kocham Cię głupolu, nie zapomnij o tym 
                            _______________________________________
Siedziałam na łóżku i wpatrywałam się w Carly. Nic nie mówiłyśmy. Zupełna cisza.
-Po co tu przyszłaś?- zapytałam obojętnie.
-Chcę żebyśmy się pogodziły- wymamrotała pod nosem, ale ja i tak ją zrozumiałam. Bardzo dobrze zrozumiałam.
Pogodziły! Nie no… nie wierzę! Moja siostra chcę żebyśmy się pogodziły. I do tego pierwsza to proponuje… wow.
-Och, zaskoczyłaś mnie- powiedziałam, a Carly posłała mi uśmiech- ja też tego chcę- wstałam i podeszłam do brunetki. Przytuliłyśmy się.
Wydawało mi się, że tuliłyśmy się około dwudziestu minut, a potem Carly niestety musiała iść. Pożegnałyśmy się z obietnicą jutrzejszego spotkania.
Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka rozmyślając o dzisiejszym dniu.
..
Jestem u Justina w domu. Siedzę mu na kolanach. Chłopak delikatnie całuje moją szyję. Zaraz ma dojść do czegoś więcej, gdy nagle ktoś mnie szturcha.
-Kochanie wstawaj! Twoja siostra już na Ciebie czeka.
Patrzę groźnie na Sam. Musiała mnie obudzić właśnie w takim momencie?
-Dzięki- powiedziałam wstając- powiedz jej, że zaraz przyjdę tylko się ogarnę.
Weszłam do łazienki i stanęłam przed lustrem. Pośpiesznie uwiązałam włosy w kok. Żeby nie wiedzieć ile ich wypadło włożyłam ręce pod wodę. Zaczęłam myć zęby.
Śniłam o Justinie! Masakra… ale sen podobał mi się bardzo.
Uśmiechnęłam się do siebie i ubrałam się.
Wyszłam z pokoju z zamiarem poszukania siostry, gdy nagle zawibrował mój telefon.
Wiadomość od: JustinJ
„Dzień dobry Ellie. Spotkamy się dzisiaj?
Jeszcze raz dziękuje”
Uśmiechnęłam się i miałam zamiar odpisać, ale na kogoś wpadłam.
-Och, no tutaj jesteś! Już myślałam, że nigdy nie przyjdziesz- Carly pociągnęła mnie w stronę głównego wyjścia.
Stanęłam i schowałam telefon do kieszeni- Przecież nie mogę wychodzić.
-Możesz, możesz. Rozmawiałam z doktorem Lee i kazał Ci wyjść dzisiaj wyjątkowo.
-W takim razie chodźmy- ponownie ruszyłyśmy w stronę wyjścia i wyszłyśmy na dwór.
Jestem na świeżym powietrzu pierwszy raz w tym miesiącu. Wzięłam głęboki oddech i skierowałyśmy się do parku.
..
-Zimno jest- powiedziała Carly wstając- idźmy już.
Przewróciłam oczami i wstałam z ławki. Ruszyłyśmy w stronę kawiarni znajdującej się obok parku.
-O której mam wrócić do szpitala?- zapytałam wchodząc do kawiarni.
-Osiemnastej- powiedziała- usiądźmy tam- wskazała na stolik obok okna. Już po chwili siedziałyśmy i czekałyśmy na kelnera.
-Ano właśnie- zagruchotała wesoło moja siostra- dlaczego nic nie wspominałaś o tym, że poznałaś Justina Biebera?- dała nacisk na ostatnie dwa słowa.
-A skąd o tym wiesz?- spytałam.
-Gazeta- machnęła ręką- dalej opowiadaj! Opowiadaj!
-Wiesz, że grał i nas koncert no nie? No to ja na niego nie mogłam iść, więc…- moją opowieść przerwał kelner.
-Słucham?- zapytał podchodząc. Spojrzałam na niego i… o Boże! Przede mną stał mój były chłopak Max. Nie rozstaliśmy się w przyjaźni, dlatego schowałam się za kartą menu. Niestety moja siostra wszystko zepsuła.
-Max?- zapytała i zabrała mi menu z twarz- Ellie zobacz! Świat jest mały.
Max gdy tylko mnie zobaczył zareagował tak jak się spodziewałam.
-No nie wierzę- klasnął w ręce- kogo ja tu widzę?- zaśmiał się i dostawił krzesło do naszego stolika. Usiadł na nim i przeszywał mnie wzrokiem-wyrosłaś- prychnął- mogę wiedzieć gdzie się podziewałaś nie mówiąc nic swojemu chłopakowi?
A tak, tak  zapomniałam wam powiedzieć, że Max nie przyjmuje do wiadomości tego że z nim zerwałam i że już nie jesteśmy razem. Dzięki za współczucie.
Carly westchnęła i posłała mi bezgłośne „przepraszam”. Skinęłam głową i spojrzałam na Max’sa.
-Dobrze wiesz, że nas już nie ma- pokazałam palcem na siebie i jego.
-Nie, nie moja droga- wstał- to ja ustalam kiedy zrywamy-podszedł do mnie i nachylił się nade mną- a to nie nastąpi nigdy- szepnął do mojego ucha.
-Ale…ale ja mam innego- powiedziałam i spojrzałam w oczy Max’a które były pełne złości.
-Zdradzasz mnie?- ryknął a wszyscy obecni w kawiarni obrócili się w naszą stronę- Dziwka- warknął i wskazał na mnie palcem.
Do moich oczu napłynęły łzy. Czułam się upokorzona. Siedziałam nie mogąc się ruszyć, ale Carly zareagowała szybko i stanowczo.
-Dupek- skomentowała Max’sa i szybko do mnie podeszła-  chodź skarbie- szepnęła i pomogła mi wstać. Powoli ruszyłyśmy do wyjścia, ale ktoś nam przerwał.
-Pamiętaj… nawet jeśli inny będzie Cię bzykać to i tak będziesz moja- Max zaśmiał się i chwycił mój pośladek.
Nie wytrzymałam nadmiaru spraw i poczułam jak upadam.
O cholercia! Chyba straciłam przytomność.

Proszę wszystkich o skomentowanie ;)

piątek, 1 sierpnia 2014

Dzień Trzeci

  „Nie musisz udawać, że jesteś silny. Nie musisz mówić, że wszystko dobrze jest. Idź zawsze swą drogą            i pozostań sobą. Naucz w deszczu tańczyć się!” ~Ola Bochenek 
                  
Dzień Trzeci, 2143 godzin.
                         Dla Kasi... jednej z najważniejszych osób w moim nudnym życiu 
                                  _______________________________________________
-Wygrałam!- krzyknęłam- wygrałam kolejny raz! Jestem mistrzem.
Rozgrywaliśmy właśnie kolejną kolejkę Makao.
-Tak, tak brawo- pielęgniarka Pani Sam zaklaskała mi.
Lekko ukłoniłam głowę i spojrzałam w stronę drzwi, które właśnie uchyliły się. Zza nich zobaczyłam głowę Justina. Niewiarygodne! Nie wiem po co on tutaj przyszedł. Przecież nic dla niego nie znaczę.
-Można?- zapytał wchodząc do środka.
-To ja już pójdę- Sam (bo tak kazała się nazywać) pośpiesznie opuściła pomieszczenie.
-Na początku chciałem Cię bardzo przeprosić- powiedział siadając- wybaczysz mi?
-Jasne, ale po co to wszystko?- zapytałam- przecież masz piękną, na pewno sympatyczną i miłą dziewczynę. I zamiast spędzać czas z nią, marnujesz go ze mną- zakończyłam i wzięłam głęboki oddech, ponieważ coś zakłuło mnie w klatce piersiowej.
-Nie- zaprzeczył- już nie mam dziewczyny. Zerwała dzisiaj ze mną.
Poderwałam rękę i przystawiłam ją do ust.
Co się stało? Czy to przeze mnie?
-Co się stało?- złapałam jego rękę i lekko ją uścisnęłam. Nie zareagował, tylko tępo wpatrywał się w ścianę.
-Gdy z Tobą rozmawiałem nagle wpadła do pokoju i pytała o Ciebie- urwał i oddał mój uścisk. Uśmiechnęłam się do siebie- Wytłumaczyłem jej, że poznałem Cię w szpitalu i za kumplowaliśmy się- posłał mi uśmiech- A ona wyskoczyła z tym, że już się nią nie interesuje i powinniśmy zerwać- skończył.
Był bardzo smutny. Z gazet wiem, że często zrywają i z powrotem się schodzą. To musi być straszne, jeśli naprawdę się kochają. No właśnie jeśli on ją kocha.
-Kochasz ją?- zapytałam i wyrwałam rękę z jego uścisku.
-Czy ją kocham?!- krzyknął i wstał- kocham ją najbardziej na świecie! Nigdy tak nikogo nie kochałem i nigdy nie będę kochał!- zakończył z uśmiechem na twarzy, ale gdy zobaczył moją minę, jego uśmiech znikł.
Mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Nie mogę nic na to poradzić. Niestety. Gdy ktoś na mnie krzyczy to zaczynam płakać. Tak mi też wydaję się to śmieszne.
-Ja..a- zająkał się Justin.
Pociągnęłam nosem- Podaj mi chusteczki- wskazałam na szafkę.
Chłopak pośpiesznie do nich podszedł i w tym samym tępię mi je dostarczył. Wysmarkałam się i mówiłam dalej.
-Słuchaj wiem, że to moja wina, więc nie musisz mi tego wszystkiego uświadamiać.
-Przecież…- zaczął Justin, ale ja odłączyłam się i popłynęłam w swoją własną krainę myśli.
To przeze mnie zerwali. A on ją tak kocha.. widzę to.
Muszę coś wymyślić. Coś co sprawi, że z powrotem się zejdą.
Może do niej zadzwonię i…. BINGO!
-..już nam się nie układało od..- paplał dalej.
-Po prostu daj mi jej numer telefonu- przerwałam mu będąc już w świecie żywych.
-Po co Ci? Nie, nie dam- powiedział, ale jak tylko zobaczył moją minę od razu zmienił zdanie- trzymaj- bąknął i podał mi swój telefon.
Wzięłam kartkę i długopis z szafki obok łóżka i pośpiesznie zapisałam ciąg cyfr.
..
Wzięłam do ręki pączka i ugryzłam spory kawałek, ledwo zamykając buzie aby go pogryźć.
Siedzący naprzeciwko mnie Justin zachichotał.
-No co?- zapytałam z pełną buzią.
-Jesteś brudna!- powiedział przez śmiech- oooo tu- naślinił palec i wytarł brud z mojego policzka. To było obleśne, ale i tak bardzo słodkie.
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.
Przełknęłam- dziękuje- powiedziałam i wzięłam kolejnego gryza.
Po tym jak Justin podał mi numer telefonu Seleny zadzwoniłam do niej.
.
‘Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę drzwi. Nagle poczułam uścisk na nadgarstku i pociągnięcie. Już po chwili stałam naprzeciwko Justina.
-Gdzie idziesz?- zapytał i puścił moją rękę.
-Muszę zadzwonić- powiedziałam i z powrotem ruszyłam do drzwi. Poczułam, że ktoś idzie za mną. Gwałtownie się odwróciłam i wymierzyłam palcem w Justina- zostań tu!- poleciłam i szybko wyszłam. W końcu.
Oparłam się o ścianę i wykręciłam numer. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha. Cisza.
Spróbowałam jeszcze raz, lecz odebrała dopiero za piątym razem.
-Tak?- usłyszałam po drugiej stronie- z kim mam przyjemność?
Wzięłam głęboki oddech i przeżegnałam się jedną ręką- Umm, z tej strony Ellie. Ellie Scott- w końcu odważyłam się coś powiedzieć.
-Po co dzwonisz?- wysyczała. Tego się nie spodziewałam.
-Posłuchaj, chcę się z Tobą spotkać żeby wszystko powyjaśniać.
-Wszystko czyli?- westchnęła do słuchawki.
-Po prostu przyjdź dziś do szpitala… hmm, możemy spotkać się w bufecie- cisza po drugiej stronie- co Ty na to?
-Będę za godzinę- rozłączyła się.
Wróciłam do pokoju i musiałam wytłumaczyć się Justinowi.’

.
-Która godzina?- zapytałam Justina wycierając buzię serwetką.
-Powinna tu być za pięć min…- przerwał i zamarł wpatrując się w drzwi.
Szybko spojrzałam się w to samo miejsce i zobaczyłam dużego i grubego człowieka a za nim średniego wzrostu brunetkę.
To pewnie Selena- pomyślałam. Nie czekając dłużej podniosłam rękę i pomachałam nią, aby dziewczyna nas zauważyła i podeszła do naszego stolika. Podziałało.
Z gracją zaczęła kierować się w naszą stronę. Gdy już podeszła zapadła niezręczna cisza.
-Hej Sel- powiedział Justin i wstał podchodzą do dziewczyny.
-Cześć- wymamrotała- Ty jesteś Ellie?- skierowała pytanie do mnie.
-Tak, tak… może usiądziesz?- wykonała moje polecenie i siadając ściągnęła okulary przeciwsłoneczne.- Justin zostaw nas same.
-Ale..- chłopak zaczął, ale posłałam mu spojrzenie mówiące „Posłuchaj mnie jeśli nie chcesz, aby stała Ci się krzywda”.
Wyszedł zostawiając nas same.
-To może ja zacznę- powiedziałam i odchrząknęłam- czy to przeze mnie zerwałaś z Justinem?
Skinęła głową.
O kurczaki pieczone! Czyli jednak to moja wina! Spuściłam głowę i myślałam co wykombinować aby znów byli razem.
-Ja… nas naprawdę nic nie łączy- powiedziałam i poczułam, że zaraz się rozpłaczę. Cholera!- myślę, że Justinowi zrobiło się mnie żal. To wszystko- wzruszyłam ramionami- przyrzekam Ci to.
-Nic nie rozumiesz- szepnęła- on już mnie nie kocha.
-Nie kocha?!- podniosłam głos- dziewczyno jesteś jego oczkiem w głowie! Powiedział mi, że jesteś jedyną dziewczyną którą kocha i którą będzie kochał.
-Naprawdę?- rozpłakała się. Ojej.
-Naprawdę- posłałam jej uśmiech. Wzięłam jej dłoń w swoją i pocieszająco potarłam- idź do niego.
Wstała i skierowała się w stronę drzwi. Nagle odwróciła się i zawołała.- Dalej chodź ze mną, odprowadzimy Cię do sali.
Wstałam i razem ruszyłyśmy poszukać naszą zgubę.
..
Od półgodziny stoję pod ścianą i obserwuje zakochanych. Nie kazali mi iść bo są mi tak bardzo wdzięczni a teraz mnie w ogóle nie zauważają.
Romansowanie przerwał im ochroniarz Seleny.
-Pa Ellie! Jeszcze raz Ci dziękujemy- powiedziała dziewczyna wychodząc.
-Dziękuje- szepnął Justin do mojego ucha i pocałował w policzek.
Posłałam mu uśmiech. Po chwili już go nie było.
Stwierdzam, że to był długi i męczący dzień.
Weszłam do pokoju z myślą o położeniu się do łóżka i zaśnięciu. Niestety ktoś przerwał moje plany.
-Musimy pogadać- powiedziała Carly i zaprosiła mnie ręką do środka.
Zrezygnowana weszłam i zamknęłam za sobą drzwi. 

Proszę wszystkich o skomentowanie :)